Po raz drugi w tym roku Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się podnieść stopy procentowe. Ma to powstrzymać wzrost inflacji, na którą coraz silniejszą presję wywierają rosnące płace i konsumpcja Polaków.
Ostatnia podwyżka stóp miała miejsce dwa miesiące temu na kwietniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Teraz po kolejnej podwyżce główna stopa procentowa - referencyjna - wzrosła o 0,25 pkt proc., do poziomu 4,5 proc.
Dla osób, które mają kredyty w złotych oznacza to wyższe miesięczne raty kredytu - w przypadku kredytów hipotecznych - średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Jednak ekonomiści podkreślają, że ta podwyżka w dużym stopniu została wcześniej uwzględniona przez rynek i banki już wliczyły ją w cenę kredytów. Problem w tym, że ekonomiści obstawiają jeszcze dwie podwyżki stóp w tym roku.
Analitycy spodziewali się podwyżki, ale większość z nich sądziła, że nastąpi to dopiero w lipcu. Wtedy członkowie RPP znaliby najnowszą projekcję inflacyjną oraz większość danych gospodarczych za II kw. roku. Dlaczego więc się pospieszyli?
Polska gospodarka już od kilku kwartałów pędzi coraz szybciej - w I kw. tego roku rozwijała się w rekordowym tempie 7,4 proc. I chociaż ekonomiści zwracają uwagę na to, że II kw. nie będzie już tak dobry, to zdaniem członków RPP gospodarka cały czas będzie się rozwijała powyżej swojego potencjału, a to może doprowadzić do wzrostu cen. Większość RPP uznała, że czynniki mogące ograniczyć presję inflacyjną, takie jak wzrost wydajności pracy, bardzo dobre wyniki finansowe przedsiębiorstw czy niskie ceny importowanych towarów, są niewystarczające, aby w przyszłości utrzymać inflację w okolicach 2,5 proc., czyli celu inflacyjnego NBP.
- Do podwyżki stóp procentowych skłonił Radę splot dotychczasowych i nowych czynników - mówił na konferencji prasowej członek RPP prof. Andrzej Wojtyna. Wśród nowych wymienił m.in. organizację Euro 2012, które spotęguje boom w budownictwie i zwiększy napływ turystów zagranicznych czy obniżenie od lipca składki rentowej płaconej przez pracowników. Zdaniem innego członka RPP Stanisława Nieckarza obniżenie składki spowoduje wzrost wynagrodzeń netto, a to z kolei może jeszcze bardziej pobudzić popyt konsumpcyjny Polaków. Według szacunków ekonomistów obniżenie składki spowoduje, że w II półroczu w kieszeni Polaków zostanie dodatkowo 3,5 mld zł.
A to właśnie rosnąca konsumpcja jest jednym z głównych motorów wzrostu. Napędzają ją wzrost płac, szybko rosnące zatrudnienie oraz kredyty. W marcu nominalnie wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wrosły o 9,1 proc. w skali roku, w kwietniu - o 8,4, a w maju - o 8,9 proc. (realnie po uwzględnieniu inflacji w maju wynagrodzenia rosły średnio o 6,6 proc).
W zeszłym miesiącu w przemyśle płace rosły nawet szybciej niż wydajność pracy. Ekonomiści zwracają uwagę na to, że gdyby taka sytuacja się utrzymała przez pewien czas, to mogłaby zmusić przedsiębiorstwa do podnoszenia cen, aby w ten sposób niwelować rosnące koszty. To natomiast może rozpędzić inflację. - A jest groźba, że w czerwcu ta sytuacja się powtórzy - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Jednak płace to nie wszystko - jednocześnie mocno spada bezrobocie i rośnie zatrudnienie. W ciągu ostatniego roku bezrobocie spadło o prawie 600 tys. osób, do poziomu 13 proc. w maju. Ankietowe badanie gospodarstw domowych BAEL pokazuje, że w pierwszym kwartale tego roku zatrudnienie w gospodarce wzrosło w skali roku aż o 741 tys. osób, do poziomu 14,8 mln.
Nic więc dziwnego, że Polacy wydają coraz więcej pieniędzy. Kupujemy m.in.: samochody, sprzęt RTV/AGD, meble, ubrania, mieszkania czy elementy do ich wyposażenia. Mamy też coraz większą zdolność kredytową, z czego skwapliwie korzystają banki, pożyczając nam pieniądze, jeszcze bardziej napędzając w ten sposób spiralę zakupów. W maju wartość udzielonych przez banki kredytów złotowych dla osób prywatnych osiągnęła 109 mld zł, co oznacza 46 proc. w ciągu roku! Podniesienie stóp ma nieco ostudzić pożyczkowe zapędy i zmniejszyć presję na wzrost cen.
Teraz ekonomiści zastanawiają się, co zrobi Rada w kolejnych miesiącach. - Kolejne podwyżki są możliwe, ale nie jest sprecyzowane kiedy. Głównym problemem jest rynek pracy, który tworzy zagrożenie dla przyszłego wzrostu cen. Rada będzie patrzyła na kolejne dane płynące z gospodarki i na bieżąco oceniała sytuację - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Jego zdaniem nie jest wykluczone, że stopy pójdą w górę po raz kolejny już w lipcu. - Moim zdaniem pod koniec roku stopy wzrosną do poziomu 5 proc. - dodaje.
Zdaniem Mateusza Szczurka, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, poprzedni komunikat nie wskazywał na to, że podwyżki będą już teraz. - Z kolei ten komunikat nie rozwiązał problemu, czy w lipcu nas czeka podwyżka, czy nie. Musimy zgadywać, co będzie dalej - mówi Szczurek.
Leszek Baj (źródło: Gazeta.pl Gospodarka, 28.06.2007)
Dla osób, które mają kredyty w złotych oznacza to wyższe miesięczne raty kredytu - w przypadku kredytów hipotecznych - średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Jednak ekonomiści podkreślają, że ta podwyżka w dużym stopniu została wcześniej uwzględniona przez rynek i banki już wliczyły ją w cenę kredytów. Problem w tym, że ekonomiści obstawiają jeszcze dwie podwyżki stóp w tym roku.
Analitycy spodziewali się podwyżki, ale większość z nich sądziła, że nastąpi to dopiero w lipcu. Wtedy członkowie RPP znaliby najnowszą projekcję inflacyjną oraz większość danych gospodarczych za II kw. roku. Dlaczego więc się pospieszyli?
Polska gospodarka już od kilku kwartałów pędzi coraz szybciej - w I kw. tego roku rozwijała się w rekordowym tempie 7,4 proc. I chociaż ekonomiści zwracają uwagę na to, że II kw. nie będzie już tak dobry, to zdaniem członków RPP gospodarka cały czas będzie się rozwijała powyżej swojego potencjału, a to może doprowadzić do wzrostu cen. Większość RPP uznała, że czynniki mogące ograniczyć presję inflacyjną, takie jak wzrost wydajności pracy, bardzo dobre wyniki finansowe przedsiębiorstw czy niskie ceny importowanych towarów, są niewystarczające, aby w przyszłości utrzymać inflację w okolicach 2,5 proc., czyli celu inflacyjnego NBP.
- Do podwyżki stóp procentowych skłonił Radę splot dotychczasowych i nowych czynników - mówił na konferencji prasowej członek RPP prof. Andrzej Wojtyna. Wśród nowych wymienił m.in. organizację Euro 2012, które spotęguje boom w budownictwie i zwiększy napływ turystów zagranicznych czy obniżenie od lipca składki rentowej płaconej przez pracowników. Zdaniem innego członka RPP Stanisława Nieckarza obniżenie składki spowoduje wzrost wynagrodzeń netto, a to z kolei może jeszcze bardziej pobudzić popyt konsumpcyjny Polaków. Według szacunków ekonomistów obniżenie składki spowoduje, że w II półroczu w kieszeni Polaków zostanie dodatkowo 3,5 mld zł.
A to właśnie rosnąca konsumpcja jest jednym z głównych motorów wzrostu. Napędzają ją wzrost płac, szybko rosnące zatrudnienie oraz kredyty. W marcu nominalnie wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wrosły o 9,1 proc. w skali roku, w kwietniu - o 8,4, a w maju - o 8,9 proc. (realnie po uwzględnieniu inflacji w maju wynagrodzenia rosły średnio o 6,6 proc).
W zeszłym miesiącu w przemyśle płace rosły nawet szybciej niż wydajność pracy. Ekonomiści zwracają uwagę na to, że gdyby taka sytuacja się utrzymała przez pewien czas, to mogłaby zmusić przedsiębiorstwa do podnoszenia cen, aby w ten sposób niwelować rosnące koszty. To natomiast może rozpędzić inflację. - A jest groźba, że w czerwcu ta sytuacja się powtórzy - mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Jednak płace to nie wszystko - jednocześnie mocno spada bezrobocie i rośnie zatrudnienie. W ciągu ostatniego roku bezrobocie spadło o prawie 600 tys. osób, do poziomu 13 proc. w maju. Ankietowe badanie gospodarstw domowych BAEL pokazuje, że w pierwszym kwartale tego roku zatrudnienie w gospodarce wzrosło w skali roku aż o 741 tys. osób, do poziomu 14,8 mln.
Nic więc dziwnego, że Polacy wydają coraz więcej pieniędzy. Kupujemy m.in.: samochody, sprzęt RTV/AGD, meble, ubrania, mieszkania czy elementy do ich wyposażenia. Mamy też coraz większą zdolność kredytową, z czego skwapliwie korzystają banki, pożyczając nam pieniądze, jeszcze bardziej napędzając w ten sposób spiralę zakupów. W maju wartość udzielonych przez banki kredytów złotowych dla osób prywatnych osiągnęła 109 mld zł, co oznacza 46 proc. w ciągu roku! Podniesienie stóp ma nieco ostudzić pożyczkowe zapędy i zmniejszyć presję na wzrost cen.
Teraz ekonomiści zastanawiają się, co zrobi Rada w kolejnych miesiącach. - Kolejne podwyżki są możliwe, ale nie jest sprecyzowane kiedy. Głównym problemem jest rynek pracy, który tworzy zagrożenie dla przyszłego wzrostu cen. Rada będzie patrzyła na kolejne dane płynące z gospodarki i na bieżąco oceniała sytuację - mówi Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Jego zdaniem nie jest wykluczone, że stopy pójdą w górę po raz kolejny już w lipcu. - Moim zdaniem pod koniec roku stopy wzrosną do poziomu 5 proc. - dodaje.
Zdaniem Mateusza Szczurka, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, poprzedni komunikat nie wskazywał na to, że podwyżki będą już teraz. - Z kolei ten komunikat nie rozwiązał problemu, czy w lipcu nas czeka podwyżka, czy nie. Musimy zgadywać, co będzie dalej - mówi Szczurek.
Leszek Baj (źródło: Gazeta.pl Gospodarka, 28.06.2007)
Gazeta Wyborcza
Podobne artykuły z tego źródła
Zobacz także
- Firma MultiTrain zaprasza do udziału w szkoleniu:
- Firma MultiTrain zaprasza do udziału w szkoleniu:
- Zapraszamy Państwa do udziału w bloku szkoleniowym:
- Tanie waluty w serwisach online
- Alior Bank: pożyczka z bonusem
- Wstrzymanie sprzedaży kredytów we frankach w Multibank i mBank
- Niemieckie banki w posiadaniu historii kredytowej Polaków
- Tańsze raty kredytów z kontem Kantor w Alior Banku
- Co robić, gdy nie stać Cię na spłatę rat
- Nowela ustawy antyspreadowej podpisana przez Prezydenta
