Kredyty będą drożeć po podwyżce stóp

Data: 26.04.2007
Rada Polityki Pieniężnej podniosła wczoraj stopy procentowe o 0,25 pkt proc. - po raz pierwszy od prawie trzech lat. Ma to nieco ostudzić pędzącą gospodarkę i utrzymać w ryzach rosnącą inflację. Dla tysięcy Polaków wyższe stopy to wyższe raty kredytów. W ostatnich miesiącach ekonomiści przecierali oczy ze zdumienia, obserwując coraz szybszy rozwój polskiej gospodarki. W swoich wypowiedziach członkowie Rady Polityki Pieniężnej dawali do zrozumienia, że podwyżki stóp mogą być niezbędne po to, by utrzymać w ryzach inflację. Dlatego podwyżki były już od pewnego czasu oczekiwane. Wczoraj RPP podniosła stopy o 0,25 pkt proc., główna stopa referencyjna wzrosła z 4 do 4,25 proc. Ekonomiści podkreślają jednak, że zdania w Radzie co do prowadzenia polityki pieniężnej są podzielone. - Większość członków RPP sądzi, że w przyszłości należy nadal podnosić stopy. Innego zdania jest prezes NBP Sławomir Skrzypek - twierdzą analitycy. Dyskusja w czasie posiedzenia RPP musiała być zażarta, bo komunikat o podwyżkach pojawił się dopiero około 14 - w poprzednich miesiącach decyzję znaliśmy nawet około 12.

Konsumpcja napędza gospodarkę

Dlaczego RPP zdecydowała się na podwyżkę? Główny Urząd Statystyczny w kolejnych miesiącach podawał dane świadczące o tym, że polska gospodarka rozwija się coraz szybciej. - Od dłuższego czasu przekazywaliśmy w komunikatach, że tempo wzrostu gospodarczego jest wyższe od potencjalnego. A to może prowadzić do szybszego wzrostu płac. To skłoniło nas do wyprzedzającej podwyżki - tłumaczy decyzję Rady jej członek prof. Andrzej Sławiński.

Płace rosną szybko już od kilku miesięcy. W styczniu wzrosły o 7,8 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem rok wcześniej, w lutym o 6,4 proc., wreszcie w rekordowym marcu aż o 9,1 proc.! Jednocześnie mocno rośnie zatrudnienie i spada bezrobocie - w marcu osiągnęło 14,4 proc. Te czynniki wpływają na wzrost konsumpcji Polaków. Sprzedaż detaliczna, która jest miarą tego, ile Polacy kupują, z każdym miesiącem biła rekordy: w styczniu wzrosła o 16,5 proc. w skali roku, w lutym przyspieszyła do 17,5 proc. Najnowsze marcowe dane pokazały aż 19,2-proc. wzrost, który do góry pociągnęła m.in. doskonała sprzedaż samochodów.

Te czynniki zdaniem wielu ekonomistów przechyliły szalę na rzecz podwyżki stóp. Okazało się, że wynagrodzenia w przemyśle w marcu rosły szybciej niż wydajność pracy w tym sektorze. To może spowodować spadek zysków firm i zmusić je do podnoszenia cen, co prowadziłoby do wzrostu inflacji. W komunikacie Rada napisała, że w najbliższych miesiącach będzie bacznie obserwować, jak wygląda ta zależność. Już w marcu bowiem wzrost cen osiągnął 2,5 proc., choć w dużej mierze przyczyniły się do tego wyższe ceny żywności i paliw.

Najnowsza projekcja inflacyjna NBP trochę uspokaja sytuację. Pokazuje, że w IV kw. tego roku z 50-proc. prawdopodobieństwem inflacja utrzyma się w przedziale 1,3-2,6 proc. Mimo to w komunikacie Rada napisała, że "w średnim okresie prawdopodobieństwo ukształtowania się inflacji powyżej celu inflacyjnego 2,5 proc. jest wyższe niż prawdopodobieństwo, że inflacja będzie niższa od celu". Nieco inny punkt widzenia na konferencji po posiedzeniu Rady przedstawił prezes Skrzypek. - Komunikatu nie należy odczytywać jako zapowiedzi serii podwyżek - mówił.

- Prezes Skrzypek tonował oczekiwania rynku co do podwyżek stóp, ale Rada napisała, że dalszym krokiem są podwyżki - komentuje Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Jego zdaniem w Radzie wyraźnie widać różnice poglądów. Podobnie wypowiada się Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku. - Widać, że w Radzie trwa dyskusja. Ale komunikat i wypowiedzi innych członków Rady świadczą, że można się szykować na dalsze podwyżki stóp procentowych - uważa Wiśniewski. Ekonomiści są zdania, że w tym roku Rada jeszcze raz zdecyduje się na podwyższenie stóp o 0,25 pkt proc. - Chyba że gospodarka jeszcze przyspieszy, że popyt konsumpcyjny będzie się utrzymywał na tak wysokim poziomie. Wtedy podwyżki mogą być wyższe, według mnie nawet o 100 pkt bazowych do końca roku - uważa Ryszard Petru. A to byłaby niedobra wiadomość dla tysięcy Polaków biorących kredyty w złotych.

Jak podwyżki uderzą po kieszeni Polaków

Wyższe stopy procentowe dla przeciętnego Kowalskiego mającego kredyt w złotych oznaczają, że miesięcznie będzie musiał przeznaczyć trochę więcej pieniędzy na jego spłatę. Według danych NBP Polacy w marcu tego roku mieli w swoich portfelach kredyty w złotych warte w sumie ponad 100 mld zł, z czego 32,6 mld stanowiły kredyty mieszkaniowe.

Zdaniem ekspertów podwyżka o 0,25 proc. to jeszcze nie tragedia, bo miesięczna rata kredytu mieszkaniowego w takim przypadku wzrośnie zazwyczaj od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych (w zależności od wielkości zaciągniętego kredytu). W dodatku ekonomiści mówią, że większość banków już z wyprzedzeniem wzięła pod uwagę podwyżki stóp procentowych i wliczyła je w koszty obsługi kredytu. Gorzej, jeśli RPP zdecyduje się na kolejne podwyżki stóp, wtedy bowiem raty mogą podrożeć nawet o kilkaset złotych.

Wzrost stóp procentowych to zła wiadomość również dla klientów funduszy inwestycyjnych - obligacyjnych i zrównoważonych. Może się bowiem okazać, że jednostki uczestnictwa "bezpiecznych" funduszy przyniosą stratę. Ma to związek z obligacjami, które wraz z rosnącymi stopami procentowymi zaczynają tanieć. Inwestorzy na rynkach finansowych pozbywają się ich, licząc, że za jakiś czas na nowo ulokują pieniądze w obligacjach, ale już na lepszym, wyższym procencie.

- Rentowność obligacji już zaczyna rosnąć. Nie widzimy potencjału zysków w dłuższym okresie na rynku obligacji - mówił kilka dni temu szef ING TFI Sebastian Buczek. W podobnym tonie wypowiadał się Cezary Iwański, szef ds. inwestycji w największym w kraju Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych Pioneer Pekao. - W kolejnych kwartałach wraz ze wzrostem inflacji i oczekiwaną z tej racji zwyżką stóp (zarówno NBP, jak i rynkowych) nie można wykluczyć spadków cen obligacji. Na rynku finansowym zwykle dyskontowane jest to z wyprzedzeniem - powiedział Iwański.

Podobna sytuacja miała już miejsce nad Wisłą pod koniec 2003 i w 2004 roku. Wtedy RPP trzykrotnie podniosła stopy procentowe, a jednostki funduszy obligacyjnych przez kilkanaście miesięcy drażniły oszczędzających coraz niższymi wycenami. Później jednak odrobiły straty.

Z wyższych stóp procentowych cieszyć się mogą za to osoby, które dopiero zamierzają kupić obligacje lub założyć lokatę bankową. Dzięki wyższym stopom z czasem wzrosną również odsetki. Na znaczące, odczuwalne podwyżki oprocentowania przez banki czy resort finansów (emitent obligacji rządowych) trzeba jednak poczekać.

(źródło: Gazeta.pl Gospodarka, 26.04.2007)
Gazeta Wyborcza
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy

Szybki komentarz

Autor
Adres e-mail
Treść wypowiedzi
Włącz BBCode
Włącz emotikony
posty użytkowników niezarejestrowanych mogą pojawić się z opóźnieniem