Kredyt dla wytrwałych

Data: 21.02.2007
PiS w swojej kampanii wyborczej obiecał 3 mln tanich mieszkań. Pomysł nie wypalił, podobnie jak dostępne od kilku tygodni państwowe dopłaty do kredytów, które miały ułatwić zakup własnego lokum

Kredyty z dopłatą z budżetu państwa miały być szansą na własne M dla wszystkich, których na zakup lokum nie stać i którym żaden bank nie udzieliłby kredytu na standardowych warunkach. Pomysł miał zastąpić nierealny plan z kampanii wyborczej budowy 3 mln mieszkań. Niestety, znów się nie powiódł. Mimo zapowiedzi rządu osoby o niskich zarobkach wciąż o kredycie będą mogły jedynie pomarzyć. Obwarowany on jest bowiem tyloma ograniczeniami, że załapanie się na dopłaty graniczy z cudem. Powód?

O dopłatę nie może się starać ktoś, kto posiada już lokal własnościowy lub chce wykupić mieszkanie od spółdzielni. O tej ofercie mogą zapomnieć też np. osoby stanu wolnego. Państwo pomagać chce jedynie małżeństwom i samotnie wychowującym dzieci. Sęk w tym, że rodzina nie może być zbyt liczna. Powierzchnia lokalu nie może być większa niż 75 m kw. (mieszkanie) i 140 m kw. (dom). Na każdy dodatkowy metr kredytu nie dostaniemy. Ale to niejedyny haczyk.

Cena m kw. nie może przekroczyć średnich kosztów jego budowy w województwie. Ceny uśrednili urzędnicy, a te nijak się mają do cen rynkowych, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. Przykład? Średnia cena metra mieszkania w bloku w stolicy, który kwalifikowałby się do dopłaty, wynosi ok. 7 tys. zł. Ale według urzędników takie mieszkanie nie powinno kosztować więcej niż 4,3 tys. zł za m kw.!

Jeśli więc w ogóle uda się nam znaleźć lokal spełniający wszystkie warunki, czeka nas kolejne zaskoczenie: państwo dopłaca tylko do kredytów złotówkowych, a połowę odsetek naszego kredytu spłaca jedynie przez osiem lat. Później płacimy za wszystko sami.

- To rozwiązanie właściwie niczego nie zmienia. Osoby średnio zarabiające, do których kierowano to rozwiązanie, nic nie zyskują. Biorąc kredyt na takich zasadach, nie kupimy nowego mieszkania, a i z używanymi ciężko - chyba że w małych miejscowościach lub na wsi - ocenia Emil Szweda, doradca finansowy z Open Finance - Tak naprawdę to nieprzemyślane, pozorne działanie rządu.

Pomysłu broni Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP, które udziela kredytów: - Dotąd wpłynęło do nas 200 wniosków, dwa z Łodzi i Katowic, reszta spoza miast wojewódzkich. Sądzę jednak, że zainteresowanie kredytem wzrośnie, przecież jest on w naszej ofercie dopiero od kilku tygodni.

Marcelina Szumer (źródło: GazetaDom.pl, 21.02.2007)
Gazeta Dom
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy

Szybki komentarz

Autor
Adres e-mail
Treść wypowiedzi
Włącz BBCode
Włącz emotikony
posty użytkowników niezarejestrowanych mogą pojawić się z opóźnieniem