Ekonomiści: stopy chyba wreszcie pójdą w górę

Data: 25.04.2007
Prawie wszyscy ekonomiści sądzą, że dziś Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe o 0,25 pkt. proc. Przemawia za tym szybko rosnąca gospodarka, wyższa inflacja i rosnące płace. Ostatni raz stopy procentowe wzrosły pod koniec sierpnia 2004 r. Wtedy Rada Polityki Pieniężnej reagowała na wzrost inflacji wywołany szałem zakupów, w który wpadliśmy przed wejściem do Unii Europejskiej.

Od ponad roku główna stopa referencyjna jest na najniższym w historii poziomie 4 proc. Dziś może się to zmienić. Zdaniem większości ekonomistów wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że RPP podniesie stopy o 25 pkt bazowych, czyli 0,25 pkt proc. Polska była blisko podwyżek już jesienią zeszłego roku, w RPP zabrakło zaledwie jednego głosu "za".

Nasza gospodarka od początku roku ciągle przyspiesza. Kolejne prognozy ekonomiczne są coraz bardziej optymistyczne. Wielu analityków sądzi, że w I kw. wzrost gospodarczy przekroczył 7 proc. (GUS poda dokładne dane dopiero pod koniec maja).

W styczniu sprzedaż detaliczna, która jest wyznacznikiem tego, ile Polacy kupują, wzrosła o 16,5 proc. w skali roku. Masowo ruszyliśmy do sklepów po sprzęt RTV i AGD, do salonów samochodowych. Nic dziwnego: pierwszy miesiąc nowego roku pokazał szybki wzrost wynagrodzeń, które w przedsiębiorstwach poszły w górę o 7,8 proc. Ekonomiści wtedy uspokajali: taki wzrost płac nie jest jeszcze groźny dla inflacji, niebezpiecznie zrobi się dopiero, gdy płace będą rosły szybciej niż wydajność pracy. Dopiero to może spowodować gwałtowny wzrost kosztów ponoszonych przez firmy i zmusić je do podnoszenia cen.

Luty przyniósł potwierdzenie styczniowych trendów. Sprzedaż detaliczna znów rekordowo wzrosła, tym razem aż o 17,5 proc. w stosunku do lutego 2006 r. Ale płace w przedsiębiorstwach rosły cały czas wolniej niż wydajność pracy.

Dopiero w marcu to się zmieniło. GUS podał, że płace w przedsiębiorstwach poszybowały aż o 9,1 proc.! To zdaniem ekonomistów szybciej niż wydajność pracy. Inflacja, głównie przez drożejące paliwa i żywność, po raz pierwszy od prawie dwóch lat osiągnęła poziom 2,5 proc., czyli środek celu inflacyjnego NBP.

Szybki rozwój gospodarczy połączony z szybkim wzrostem płac przekonały niektórych członków RPP o potrzebie zacieśnienia polityki pieniężnej. Członkowie Rady, którzy do tej pory głosowali przeciw podwyżkom (Andrzej Wojtyna, Andrzej Sławiński i Jan Czekaj), w kolejnych wywiadach zaczęli sugerować, że perspektywa wyższych stóp jest coraz bliższa.

W Radzie jest dziesięć osób. Jeśli w głosowaniu pada remis pięć do pięciu - decyduje głos prezesa NBP. Od stycznia nie jest nim już Leszek Balcerowicz, ale Sławomir Skrzypek, znany raczej z niechęci do podnoszenia stóp i schładzania gospodarki. Tak więc do zmiany stóp potrzeba sześciu głosów. - Trzy osoby już wcześniej głosowały "za". Prof. Wojtyna i prof. Sławiński zapewne też poprą zmianę. Po wypowiedziach Jana Czekaja szanse na poparcie przez niego podwyżek oceniałem pół na pół. Ale to było jeszcze przed rekordowymi danymi dotyczącymi płac - mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Zdaniem Tarnawy za podniesieniem stóp przemawia prosta kalkulacja. - Od podwyżki o 25 punktów bazowych gospodarka nie zwolni. Takie posunięcie zdusi natomiast oczekiwania inflacyjne. Rada w ten sposób pokaże, że jeśli inflacja będzie rosła, to wkroczy do akcji - mówi Tarnawa.

Jedno jest pewne, perspektywa wyższych stóp już spowodowała, że kredyty w złotówkach podrożały. - Rynek już dawno uwzględnił podwyżki stóp i większość banków już skorygowała oprocentowanie kredytów - mówi Maciej Kossowski, analityk Expandera.

(źródło: Gazeta.pl Gospodarka, 25.04.2007)
Gazeta Wyborcza
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy

Szybki komentarz

Autor
Adres e-mail
Treść wypowiedzi
Włącz BBCode
Włącz emotikony
posty użytkowników niezarejestrowanych mogą pojawić się z opóźnieniem