Dolar najtańszy od blisko 10 lat

Data: 30.11.2006
Wzrost kursu euro i dobra kondycja naszej gospodarki sprowadziły kurs dolara poniżej 2,9 zł. Rano na naszym rynku finansowym za dolara płacono 2,8971 zł, najmniej od stycznia 1997 r. Później kurs wzrósł powyżej 2,9 zł. Kantory w Katowicach, Gdańsku i Łodzi skupowały amerykańską walutę po 2,86 zł, a w Łodzi - nawet po 2,82 zł. Sprzedawały średnio po 2,93-2,97 zł.

Słaby dolar cieszy kierowców, bo tanieje benzyna na stacjach.

Co będzie dalej? - Posiadaczy dolarów czekają teraz ciężkie chwile, ale spadek nie powinien być dramatyczny. W najbliższych miesiącach kurs może wahać się w granicach 2,85-2,90 zł. Chwilowo może spaść nawet do 2,80 zł. Ale to już powinno być twarde dno i taki poziom należałoby traktować jako okazję do zakupów, a nie panicznej wyprzedaży. Dolar może się umocnić dopiero w połowie 2007 r. - przewiduje Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku.

Przyczyn obecnej słabej kondycji waluty amerykańskiej jest kilka. Co ciekawe, tkwią one zarówno na rynkach międzynarodowych jak i na naszym podwórku.

Silny spadek dolara rozpoczął się już w zeszły piątek. Powodem było umacniające się euro, którego kurs zyskał na wartości aż 3 proc. To zmroziło inwestorów, bo od z grubsza półtora roku na międzynarodowym rynku walutowym utrzymywał się względnie stabilny kurs - za euro płacono nieco poniżej 1,3 dol. Ta bariera została przełamana po serii danych z USA, które wskazywały jednoznacznie na słabnącą koniunkturę największej gospodarki świata. Chodziło przede wszystkim o spowolnienie wzrostu PKB w III kw. i niepokojące informacje z rynku nieruchomości, gdzie gwałtownie spadła liczba rozpoczętych budów i pozwoleń na budowę. Inwestorzy zaczęli podejrzewać, że w przyszłym roku amerykański bank centralny Fed, chcąc ratować koniunkturę, zechce obniżać stopy procentowe. A to przełoży się na spadek atrakcyjności obligacji i kapitał zacznie odpływać z USA. Dokąd? Najprawdopodobniej do Europy, bo w gospodarce Eurolandu, szczególnie w Niemczech, panuje coraz większy optymizm. Analitycy starając się przewidzieć rozwój wydarzeń zakładają, że jeśli konsumenci będą więcej wydawać i chętniej zaciągać kredyty, to w Europie wzrośnie inflacja. Żeby jej przeciwdziałać Europejski Bank Centralny może zareagować podwyższeniem stóp procentowych. Z tego wniosek, że bardziej może się opłacać lokować fundusze na starym kontynencie.

Obecnie główna stopa procentowa w Eurolandzie wynosi 3,25 proc. i jest o 2 pkt. proc. niższa od amerykańskiej, ale ta różnica może szybko stopnieć jeśli EBC będzie podnosić stopy, a Fed je ciąć.

Silne euro jest powodem do zmartwień dla europejskich eksporterów, których akcje traciły na wartości. Giełdy obawiają się, że w dłuższym terminie mocne euro osłabi konkurencyjność europejskiej gospodarki.

Ale szefowie finansów państw Unii dali w środę do zrozumienia, że nie niepokoi ich kurs euro. To wystarczyło, aby na rynkach walutowych wspólna europejska waluta znowu zyskała na wartości. Za euro płacono przez chwilę nawet ponad 1,32 dol. To najniższy kurs od dwudziestu miesięcy. Do rekordu wszech czasów z 2004 r. zabrakło niespełna 5 centów. Później notowania euro minimalnie spadły, gdy okazało się, że z amerykańską gospodarką nie jest jeszcze tak źle. PKB USA w III kw. wzrosło nie o 1,6 proc. jak wstępnie podawano, ale o 2,2 proc. To uspokoiło rynek walutowy.

Na to co dalej stanie się z dolarem mają też wpływ banki centralne Rosji i Chin, które mają ogromne rezerwy walutowe w amerykańskiej walucie. Na rynku pojawiły się spekulacje, że Rosja (wartość rezerw blisko 280 mld dol.) i Chiny (ok. bilion dol.) zechcą zamienić część rezerw utrzymywanych w dolarach np. na euro, co spowodowałoby dalsze umacnianie się europejskiej waluty.

Ale nie tylko silne euro przekłada się na rekordowo niski kurs dolara wobec złotego. Banki inwestycyjne kupują na potęgę naszą walutę, bo wierzą w dobre perspektywy polskiej gospodarki. Wzrost gospodarczy w III kw. sięgnął najprawdopodobniej 5,5 proc. OECD we wtorek przedstawiła też optymistyczne prognozy wzrostu do 2008 r. Jednak na dłuższą metę mocny złoty może być poważnym problemem dla gospodarki. - Po Nowym Roku złoty powinien się osłabić. Jest coraz mniej zainteresowanych w utrzymywaniu tak silnej naszej waluty. W zestawieniu z rosnącymi kosztami pracy w Polsce mocny złoty uderzy w eksporterów, a tym samym podkopie nasz wzrost gospodarczy - mówi Alfred Adamiec.

Tomasz Prusek (źródło: Gazeta Wyborcza, 30.11.2006)
Gazeta Wyborcza
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy

Szybki komentarz

Autor
Adres e-mail
Treść wypowiedzi
Włącz BBCode
Włącz emotikony
posty użytkowników niezarejestrowanych mogą pojawić się z opóźnieniem