Dlaczego drożeją używane mieszkania

Data: 21.12.2005
Wydaje ci się, że ceny nowych mieszkań potwornie poszły do góry? Błąd! Największy wzrosty są na rynku wtórnym. W ciągu ostatniego roku używane lokale podrożały nawet o 60 proc.! Szukam dwupokojowego mieszkania w bloku z wielkiej płyty - opowiada pan Marcin z Warszawy. - Teoretycznie nie powinienem mieć żadnych problemów. Takich lokali niby nikt nie chce, ogłoszeń jest sporo. Zobaczyłem w czwartek w internecie ofertę sprzedaży 38 m kw. na Pradze. Ogłoszenie ze środy. Cena 135 tys. Dzwonię i słyszę, że jakiś klient właśnie z Opoczna z pieniędzmi jedzie. Nie widział lokalu, a chce kupić. Myślałem, że pośrednik żartuje. Ale nic, dzwonię do innego agenta. Znowu Praga - 37 m kw. Cena 120 tys. zł. Usłyszałem: jest pan siódmy w kolejce! I tak jest cały czas. Jeśli można kupić lokal od ręki, to jest potwornie drogi. Przecież nie dam 4 tys. zł za m kw. za mieszkanie w wielkiej płycie - denerwuje się pan Marcin.

Ceny rosną i rosną, i rosną

Pan Marcin nadal ma nadzieję, że kupi coś okazyjnie, tymczasem według Małgorzaty Koprzywa-Chudzyńskiej z Agencji Ober Haus ceny mieszkań na rynku wtórnym w stolicy wzrosły w ciągu ostatniego roku nawet o 20-30 proc.!

A podobnie sytuacja wygląda w innych dużych miastach. W Krakowie jeszcze rok temu w ścisłym centrum można było dostać lokale na rynku wtórnym za 6 tys. zł za m kw. - Teraz atrakcyjne mieszkania w okolicach rynku mogą kosztować nawet i 10 tys. zł za m kw. - twierdzą lokalni pośrednicy.

We Wrocławiu średnie ceny mieszkań zbudowanych w latach 90. wynosiły około 3 tys. zł za metr kwadratowy, obecnie oscylują wokół 4-5 tys. zł za metr. To oznacza wzrost cen o ponad 30 proc.! Szczególnie ostry skok nastąpił w drugiej połowie roku. - Rynek nieruchomości we Wrocławiu opustoszał, jest bardzo niewiele ofert, a my zbliżamy się do cen warszawskich - twierdzi Ewa Klos prezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami.

Ceny mieszkań wzrosły też w Poznaniu, Trójmieście oraz Łodzi.

We wszystkich badanych przez "Gazetę" miastach ludzie szukają mieszkań w nowym budownictwie - cezurą jest tu rok 1990 - bądź w starych kamienicach z cegły. Metraż? Najchętniej wybierane są mieszkania dwupokojowe o powierzchni ok. 40-50 m kw.

Swoich miłośników mają również kawalerki. Takie lokale schodzą z rynku nawet w ciągu kilku dni.

Skąd taka histeria na rynku?

Najważniejszy powód: deweloperzy nie są w stanie zaspokoić popytu, kupując teraz mieszkanie, klucze dostanie się w grudniu przyszłego roku - więc klienci szukają ofert na rynku wtórnym.

- Wzrost cen to także między innymi wynik likwidacji ulgi remontowej - uważa Ewa Klos.

Ludzie chcą wkupić mieszkanie jeszcze w tym roku, aby załapać się na ulgę remontową. Przestaje ona obowiązywać z końcem 2005 roku, bo jest zbyt kosztowna dla budżetu. Od kilku lat regularnie z jej tytułu podatnicy odliczali ok. dwóch miliardów złotych. Dzięki niej można zaoszczędzić nawet 6615 zł wydane na remont mieszkania (materiały budowlane, ich transport oraz robociznę).

Ponadto ofert na rynku jest bardzo mało. Klienci wstrzymują się ze sprzedażą, licząc, że przy obecnym tempie wzrostu cen za kilka miesięcy zarobią jeszcze więcej. Niektóre agencje wręcz nie mają już czym handlować.

Co więcej, ceny podbijane są także przez cudzoziemców. W Krakowie kupują oni mieszkania w ścisłym centrum. We Wrocławiu obcokrajowcy kupują zaś całe kamienice.

Sytuacji z całą pewnością nie uspokoiła też zapowiedź organów nadzoru bankowego o planach zlikwidowania kredytów w walutach obcych. Jest raczej mało prawdopodobne, by do tego doszło, ale mimo to część ludzi na gwałt zaczęła szukać mieszkania, aby "zdążyć na franki".

Kiedy mieszkania stanieją

Według Ewy Klos górną barierą dla cen będzie wyczerpująca się zdolność kredytowa Polaków. Innymi słowy w pewnym momencie mieszkania będą tak drogie, że rodaków nie będzie już stać na spłaty rat ewentualnych kredytów. Klos ma nadzieję, że taka rynkowa korekta nastąpi szybko, a ceny we Wrocławiu ustabilizują się już na początku przyszłego roku.

Mniejszymi optymistami są pośrednicy z innych miast. Według Małgorzaty Koprzywy-Chudzyńskiej w najbliższej przyszłości nie należy się spodziewać spadku cen w Warszawie. - Obecnie popyt jest jeszcze większy niż rok temu, gdy panował boom spowodowany naszym wejściem do UE - mówi. I dodaje, że podaż używanych mieszkań w Warszawie jest coraz mniejsza, więc dalszy wzrost cen jest nieunikniony.

Podobnie jest w Poznaniu. Tu pośrednicy twierdzą wręcz, że prawdziwy boom dopiero się rozpocznie.

Mieszkaniowi specjaliści podkreślają, że rynek wtórny odetchnie, dopiero gdy zwiększy się podaż nowych lokali. Ta jednak jest uzależniona od planów zagospodarowania przestrzennego, których dziś większość miast po prostu nie ma.

Piotr Miączyński, Leszek Baj (źródło: Gazeta Dom, 21.12.2005)
Gazeta Dom
Brak komentarzy, Twój może być pierwszy

Szybki komentarz

Autor
Adres e-mail
Treść wypowiedzi
Włącz BBCode
Włącz emotikony
posty użytkowników niezarejestrowanych mogą pojawić się z opóźnieniem