Zostawcie ulgę odsetkową! - apelują do rządu bankowcy. Przekonują, że dla większości osób zaciągających kredyty mieszkaniowe ta ulga jest lepsza od proponowanej przez rząd dopłaty do odsetek
Z czwartkowej debaty w Sejmie wynika jednak, że koalicja PiS, Samoobrony i LPR uchwali - być może już w piątek - ustawę zakładającą właśnie dopłatę. Dla PiS jest to sprawa honorowa, bo dotowane przez budżet kredyty mieszkaniowe partia ta obiecywała w programie wyborczym "Rodzina na swoim".
Na dopłatę - mniej więcej połowę odsetek przez osiem lat - będą mogły liczyć małżeństwa (także bezdzietne) oraz osoby samotnie wychowujące dzieci. Ludzie ci nie mogliby wcześniej korzystać z podatkowej ulgi mieszkaniowej (z wyjątkiem remontowej). Kupione przez nich mieszkanie, choćby i na rynku wtórnym, nie mogłoby mieć więcej niż 75 m kw., a dom jednorodzinny - 140 m kw. Przy czym dopłata do kredytu obejmowałaby w pierwszym przypadku 50 m kw., zaś w drugim - 70 m kw. Cena bądź koszt budowy nie mogłyby jednak przekroczyć średnich kosztów budowy w województwie lub mieście wojewódzkim.
Problem w tym, że to nie wysoka cena kredytów spędza dziś sen z powiek większości polskich rodzin marzących o własnym M. Ludzie z przerażeniem patrzą na rosnące ceny mieszkań. To efekt wzrostu popytu, napędzanego m.in. tanimi kredytami oraz obawą, że to jeszcze nie koniec podwyżek. - Rząd powinien się dziś skupić na rozwiązaniach, dzięki którym wzrosłaby podaż mieszkań - mówili bankowcy w czasie wtorkowej narady w Fundacji na Rzecz Kredytu Hipotecznego.
- Im więcej rząd dorzuci paliwa, tym większy będzie wzrost cen mieszkań - komentował jeden z bankowców pomysł zwiększania dostępności kredytów za pomocą budżetowej dopłaty.
- Wzrost ceny o 10 proc. powoduje, że korzyści rodziny z tytułu dopłaty zostaną całkowicie zneutralizowane. Jedynymi beneficjentami będą wówczas banki i deweloperzy - zauważa ekspert sejmowej komisji infrastruktury Ryszard Kowalski, równocześnie prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa.
Jednak wiceminister budownictwa Piotr Styczeń wielokrotnie podkreślał, że na budownictwo mieszkaniowe nie można patrzeć wyłącznie przez pryzmat Warszawy i kilku innych aglomeracji. Liczy na to, że kredyty ożywią koniunkturę w mniejszych miastach, gdzie zarobki, a więc i zdolność kredytowa, są dużo niższe.
Tymczasem z naszych informacji wynika, że banki nie wróżą powodzenia rządowemu programowi (ze względu na ustawowe ograniczenia). Fundacja na Rzecz Kredytu Hipotecznego apeluje o utrzymanie podatkowej ulgi odsetkowej, którą rząd chce skasować od 2007 r. Nie zwiększa ona zdolności kredytowej, a więc nie pobudza popytu na mieszkania. Także korzyści dla większości kredytobiorców mogą być większe. Maciej Kossowski z firmy brokerskiej Expander policzył nam, że dopłata do odsetek jest lepsza tylko dla tych, którzy zaciągają kredyt na nie więcej niż 20 lat i płacą 19-procentowy podatek.
Załóżmy, że Państwo O. pożyczyli 100 tys. zł na 20 lat. Oprocentowanie kredytu - 5,5 proc. w skali roku - nie zmieni się przez cały okres spłaty. Dzięki ośmioletniej dopłacie do odsetek Państwo O. zaoszczędziliby blisko 20 tys. zł, zaś dzięki uldze odsetkowej - niespełna 14 tys. zł. Gdyby jednak Państwo O. wpadli w drugi próg podatkowy (30 proc.), zyskaliby przeszło 21 tys. zł.
Dodajmy, że coraz więcej młodych ludzi zaciąga kredyt nawet na 30 lat, aby obciążenie ich budżetów domowych było jak najmniejsze. W takim przypadku dopłata staje się mniej opłacalna od ulgi. Ta pierwsza wynosi bowiem nieco ponad 21 tys. zł, zaś druga - co najmniej 23 tys. zł.
Marek Wielgo (źródło: Gazeta Wyborcza, 14.07.2006)
Z czwartkowej debaty w Sejmie wynika jednak, że koalicja PiS, Samoobrony i LPR uchwali - być może już w piątek - ustawę zakładającą właśnie dopłatę. Dla PiS jest to sprawa honorowa, bo dotowane przez budżet kredyty mieszkaniowe partia ta obiecywała w programie wyborczym "Rodzina na swoim".
Na dopłatę - mniej więcej połowę odsetek przez osiem lat - będą mogły liczyć małżeństwa (także bezdzietne) oraz osoby samotnie wychowujące dzieci. Ludzie ci nie mogliby wcześniej korzystać z podatkowej ulgi mieszkaniowej (z wyjątkiem remontowej). Kupione przez nich mieszkanie, choćby i na rynku wtórnym, nie mogłoby mieć więcej niż 75 m kw., a dom jednorodzinny - 140 m kw. Przy czym dopłata do kredytu obejmowałaby w pierwszym przypadku 50 m kw., zaś w drugim - 70 m kw. Cena bądź koszt budowy nie mogłyby jednak przekroczyć średnich kosztów budowy w województwie lub mieście wojewódzkim.
Problem w tym, że to nie wysoka cena kredytów spędza dziś sen z powiek większości polskich rodzin marzących o własnym M. Ludzie z przerażeniem patrzą na rosnące ceny mieszkań. To efekt wzrostu popytu, napędzanego m.in. tanimi kredytami oraz obawą, że to jeszcze nie koniec podwyżek. - Rząd powinien się dziś skupić na rozwiązaniach, dzięki którym wzrosłaby podaż mieszkań - mówili bankowcy w czasie wtorkowej narady w Fundacji na Rzecz Kredytu Hipotecznego.
- Im więcej rząd dorzuci paliwa, tym większy będzie wzrost cen mieszkań - komentował jeden z bankowców pomysł zwiększania dostępności kredytów za pomocą budżetowej dopłaty.
- Wzrost ceny o 10 proc. powoduje, że korzyści rodziny z tytułu dopłaty zostaną całkowicie zneutralizowane. Jedynymi beneficjentami będą wówczas banki i deweloperzy - zauważa ekspert sejmowej komisji infrastruktury Ryszard Kowalski, równocześnie prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa.
Jednak wiceminister budownictwa Piotr Styczeń wielokrotnie podkreślał, że na budownictwo mieszkaniowe nie można patrzeć wyłącznie przez pryzmat Warszawy i kilku innych aglomeracji. Liczy na to, że kredyty ożywią koniunkturę w mniejszych miastach, gdzie zarobki, a więc i zdolność kredytowa, są dużo niższe.
Tymczasem z naszych informacji wynika, że banki nie wróżą powodzenia rządowemu programowi (ze względu na ustawowe ograniczenia). Fundacja na Rzecz Kredytu Hipotecznego apeluje o utrzymanie podatkowej ulgi odsetkowej, którą rząd chce skasować od 2007 r. Nie zwiększa ona zdolności kredytowej, a więc nie pobudza popytu na mieszkania. Także korzyści dla większości kredytobiorców mogą być większe. Maciej Kossowski z firmy brokerskiej Expander policzył nam, że dopłata do odsetek jest lepsza tylko dla tych, którzy zaciągają kredyt na nie więcej niż 20 lat i płacą 19-procentowy podatek.
Załóżmy, że Państwo O. pożyczyli 100 tys. zł na 20 lat. Oprocentowanie kredytu - 5,5 proc. w skali roku - nie zmieni się przez cały okres spłaty. Dzięki ośmioletniej dopłacie do odsetek Państwo O. zaoszczędziliby blisko 20 tys. zł, zaś dzięki uldze odsetkowej - niespełna 14 tys. zł. Gdyby jednak Państwo O. wpadli w drugi próg podatkowy (30 proc.), zyskaliby przeszło 21 tys. zł.
Dodajmy, że coraz więcej młodych ludzi zaciąga kredyt nawet na 30 lat, aby obciążenie ich budżetów domowych było jak najmniejsze. W takim przypadku dopłata staje się mniej opłacalna od ulgi. Ta pierwsza wynosi bowiem nieco ponad 21 tys. zł, zaś druga - co najmniej 23 tys. zł.
Marek Wielgo (źródło: Gazeta Wyborcza, 14.07.2006)
Gazeta Wyborcza
Podobne artykuły z tego źródła
Zobacz także
- Firma MultiTrain zaprasza do udziału w szkoleniu:
- Firma MultiTrain zaprasza do udziału w szkoleniu:
- Zapraszamy Państwa do udziału w bloku szkoleniowym:
- Tanie waluty w serwisach online
- Alior Bank: pożyczka z bonusem
- Wstrzymanie sprzedaży kredytów we frankach w Multibank i mBank
- Niemieckie banki w posiadaniu historii kredytowej Polaków
- Tańsze raty kredytów z kontem Kantor w Alior Banku
- Co robić, gdy nie stać Cię na spłatę rat
- Nowela ustawy antyspreadowej podpisana przez Prezydenta
