Porządkowanie przyszłości| Archiwum artykułów |
Porządkowanie przyszłości [2008-07-07 13:27:00]
Rozmowa z Adamem Szejnfeldem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki Pojawiły się propozycje ograniczenia tajemnicy bankowej i umożliwienia dostępu do danych bankowych przez policję. Co pan myśli o tej idei? Gdybyśmy mówili tylko o idei, byłbym absolutnie przeciwny. Tajemnica bankowa jest jedną z tych, które są podstawą demokracji i wolnego rynku. Jest ważna także w aspekcie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego, tajemnicy handlowej, a więc bezpieczeństwa przedsiębiorców. Jest to istotne zwłaszcza w wysoce konkurencyjnej gospodarce, a Polska już ten poziom osiągnęła. Mało tego, będziemy przechodzić na jeszcze wyższy pułap, mianowicie gospodarki opartej na wiedzy. Ale to nie wszystko. Tajemnica bankowa leży nie tylko w interesie przedsiębiorców, ale każdego z obywateli. Każdy z nas powinien mieć w demokratycznym państwie zapewnioną ochronę, poufność, tajemnicę spraw, które jego dotyczą – w tym także spraw finansowych. Reasumując: powinna być ona traktowana w sposób szczególny. Ostatnia nowelizacja polega na tym, że bez jej czytania i wgłębiania się w genezę wywołuje opór, kontrowersje. Należałem do tych ministrów, którzy swoje zastrzeżenia natychmiast zgłosili, także na posiedzeniu Komitetu Rady Ministrów. Właśnie dlatego na pewnym etapie ten projekt został zdjęty z porządku obrad. Natomiast po zagłębieniu się w tę sprawę wynika, że kontrowersje zmiany przepisów wynikają jednak raczej z nadinterpretacji proponowanej nowelizacji. Czy nie istnieje zagrożenie, że ograniczenie tajemnicy bankowej będzie nadużywane? Zmiana, która została dokonana, jest raczej eliminacją luki, która istniała do tej pory. Wszyscy przedsiębiorcy, poza działającymi jako osoby fizyczne, podlegali bowiem przepisom, o których mówimy. Dawało to – jak twierdzą przedstawiciele służb wymiaru sprawiedliwości i ścigania – szansę przesuwania pewnych działań półlegalnych czy nielegalnych w sferę działalności gospodarczej do podmiotów o statusie osób fizycznych, a nie o statusie spółek prawa handlowego. Celem mogło być przeprowadzanie działań, które nie były zgodne z prawem. Oczywiście przy zastrzeżeniu wszystkich elementów tajemnicy bankowej i bezpieczeństwa podmiotów przedsiębiorcy traktowani będą równo, bez względu na ich status prawny. Inną rzeczą jest kwestia katalogu zabezpieczeń. Wolałbym, żeby w każdym przypadku, gdy ma być w jakiś sposób ujawniona tajemnica bankowa, nawet na potrzeby służb ścigania, odbywało się to na podstawie zgody sądu. Tylko sądy bowiem mają status instytucji niezawisłych. Kto zapłaci za pomoc, którą otrzymał przemysł stoczniowy, gdy prowadzenie produkcji statków w Polsce stało się nieopłacalne? Wiele banków jest zaangażowanych w udzielanie kredytów dla tego olbrzymiego sektora gospodarki. Kwestia opłacalności kontraktów to dość skomplikowany temat. Zastanówmy się, czy zarządy stoczni, które podpisywały kontrakty i umowy na budowy statków, przestrzegały zasad dobrego zarządzania, skoro niebawem po ich podpisaniu i przy budowie już pierwszych statków okazało się, że kontrakty nie są rentowne. I nie jest to tylko problem wzrostu kursu złotego wobec dolara. Przecież pozostałe firmy w Polsce działają w takich samych warunkach. Drugie pytanie jest skierowane w stronę władzy państwowej. Wszak stocznie są spółkami Skarbu Państwa i nadzór właścicielski oraz instytucji wspierających jest niezbędny. Należy tu wskazać KUKE czy choćby Agencję Rozwoju Przemysłu. Ale bądźmy uczciwi, jest i też trzeci podmiot – banki i to banki komercyjne, prywatne. To właśnie one powinny być ostatecznym i najbardziej wiarygodnym weryfikatorem zamierzeń inwestorów. W tym przypadku zawiodły. Ciekawe, dlaczego? Bank, podejmując decyzję kredytową, analizuje bardzo skrupulatnie biznesplan konkretnego przedsięwzięcia, umowy, kontrakty, zdolność kredytową, ale nie tylko. Także sytuację na rynku w danej branży czy w sektorze. Określa poziom ryzyka, wycenia to ryzyko. Wygląda na to, że wszystkie ogniwa mające wpływ na działalność stoczni w minionych latach zawiodły – i sektor publiczny, i sektor prywatny. Czyli banki poniosą część strat związanych choćby z koniecznością zwrotu wykorzystanych pieniędzy do Unii Europejskiej. Na razie w ogóle nie dopuszczamy takiej możliwości. Jednak Unia Europejska stawia warunki... Dzisiaj problemem stała się sprawa prywatyzacji stoczni, a nie ich rentowność czy też zwrot pomocy publicznej. Jednak nikt nie chce kupić polskich stoczni. Unia grozi nam obowiązkiem zwrotu pomocy publicznej, jeśli nie zostaną spełnione pewne warunki – nie tylko ograniczenie mocy produkcyjnej. Unia Europejska wymaga od nas sprywatyzowania tego sektora. Tylko z tym procesem prywatyzacyjnym i, aż z tym procesem, mamy problem. Niedawno fiaskiem zakończono rozmowy z inwestorem na temat sprzedaży Stoczni Szczecińskiej „Nova” i stoczni w Gdyni. Jest wszczęte postępowanie w celu pozyskania w to miejsce innego czy innych potencjalnych inwestorów, by z nimi rozpocząć rozmowy prywatyzacyjne. Sprawa nie jest łatwa, zwłaszcza że planowaliśmy zakończyć ją do końca czerwca. Czasu jest bardzo mało. Działania muszą być bardzo intensywne, aczkolwiek nie jest łatwo sprzedać coś, co się bardzo chce sprzedać i w dodatku w krótkim czasie. Paradoks polega na tym, że w sektorze stoczniowym mamy od kilku lat świetną sytuację. W skali światowej sektor rozwija się dobrze, a Polska, która przez lata była stoczniowym liderem – zajmowaliśmy czwarte, piąte miejsce w produkcji statków – ma dziś kłopoty. To jest dowód na to, że jeżeli znalazłby się poważny inwestor o długookresowych planach, to niewątpliwie mógłby dojrzeć w polskich stoczniach dobry interes na przyszłość. Zapowiedzi rządu dotyczące likwidacji podatku Belki, wprowadzenia prorodzinnego podatku liniowego oraz bezpośredniego wyboru starostów i jednomandatowe okręgi w wyborach samorządowych, to sfera marzeń czy realna przyszłość? To jest sfera polityki. Są takie przedsięwzięcia w każdym rządzie czy w każdej ekipie politycznej, które mają bardzo mocny charakter merytoryczny i jakiś tam podkład polityczny. Są też takie, których cechą jest bardzo mocny element polityczny. W każdym państwie podatki mają wymiar finansowy, fiskalny, ale przede wszystkim mają charakter polityczny. Bez przyzwolenia więc politycznego trudno realizować plany w tym zakresie. Dziś bardzo trudno wprowadzać zmiany nieakceptowane, nie tylko przez opozycję, ale głównie przez prezydenta, który raczej nie ukrywa, że będzie weto na każdą zmianę systemu podatkowego, zwłaszcza gdyby przewidywał podatek liniowy. Przykłady już mieliśmy. Choćby ustawa medialna. Zanim jeszcze projekt był przygotowany i zgłoszony, wiedzieliśmy, że będzie weto prezydenta. I było. Podobnie zachowują się posłowie prawicy i lewicy. Już zapowiadają, że nie poprą zmiany systemu podatkowego. Zastanówmy się, czy warto podejmować bardzo poważny wysiłek organizacyjny, finansowy, intelektualny, by przygotować analizy, wyliczenia, projekt nowych norm prawnych, a potem zderzyć się ze ścianą. Zmiana ustaw podatkowych to nie zwykła nowelizacja. To przebudowa całego państwa i jego administracji. To praca całej armii ludzi – administracji państwowej, samorządowej, partnerów społecznych, związków zawodowych. Ale to nie wszystko. Opozycja ze swej natury nie ma pełnej wiedzy o stanie państwa i jego możliwościach. Swego rodzaju audyt powyborczy, połączony z wiedzą o niebywale wygórowanych oczekiwaniach społecznych – choćby płacowych – pokazuje, że zmniejszenia obciążeń podatkowych i zmiany systemu nie nastąpią szybko. Trzeba mieć bowiem na to i przyzwolenie polityczne, i możliwości budżetu państwa. To są wielkie sprawy, natomiast w Polsce ciągle mamy do czynienia z potęgą biurokracji, a nie będzie trwałego sukcesu gospodarczego, jeżeli nie zostanie przywrócona wolność gospodarcza, jeżeli przepisy będą się wzajemnie wykluczały, a inne nie zostaną zlikwidowane... Pakiet na rzecz przedsiębiorczości, jaki przygotowałem, składa się z dwudziestu jeden ustaw. Przyjęcie przez rząd ponad połowy nastąpi do końca pierwszego półrocza. Trzy ustawy już zostały uchwalone przez Sejm, czwarta zostanie uchwalona na pierwszym posiedzeniu czerwcowym. Większość pozostałych jest już przyjęta przez rząd. Sejm przyjął już ustawy specjalnych strefach ekonomicznych, o wspieraniu innowacyjności czy ustawę o Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Następnymi będą: o swobodzie działalności gospodarczej oraz o rachunkowości. Rząd uchwalił już też kolejne, na przykład ustawę Kodeksu spółek handlowych i nowelizację Prawa dewizowego. Na najbliższym natomiast posiedzeniu Komitet Rady Ministrów przyjmie ustawę o upadłości konsumenckiej, którą ustanowi nowelizacja prawa upadłościowego i naprawczego. Kończę też pracę nad aktem prawnym o partnerstwie publiczno-prywatnym. Wszystko idzie zgodnie z planem. Opóźnienia w niektórych ustawach, na przykład w Kodeksie pracy, wynikają ze szczególnych procedur. Trzeba na przykład rozmawiać ze związkami zawodowymi, z Komisją Trójstronną…. A jak układa się współpraca z Ministerstwem Finansów? „Domniemanie uczciwości” – to zasada, którą chciałbym wprowadzić nie tylko do doktryny polskiego prawa, ale i do ustaw. Różni mnie i urzędników Ministerstwa Finansów. Zwłaszcza jeśli chodzi o nowelizację ustawy Ordynacja podatkowa. Wracamy jednak do negocjacji i do uzgodnień. Mam nadzieję, że osiągniemy porozumienie. Kilkanaście ustaw do końca pierwszego półrocza powinno już być za nami. Nad kolejnymi pracujemy też zgodnie z planem. Zanim jednak skończymy pracę nad pierwszą częścią „Pakietu”, już poleciłem przygotować następny katalog projektów ustaw, które złożą się na jego drugą część. Zaległości z poprzednich lat wymuszają przyśpieszenie prac. A co z Komisją „Przyjazne Państwo”? Jej cel jest ten sam... My się zajmujemy rozwiązaniami systemowymi i kompleksowymi. Bierzemy daną ustawę, patrzymy na to, co jest w niej złe i zmieniamy ją. Komisja zajmuje się raczej szczegółami. Czymś, co dobrze nazwano – bublami prawnymi. Do tej pory żadnego bubla jednak nie zlikwidowano... Wiele projektów ustaw już jest. Trafiają one do rządu, także do Ministerstwa Gospodarki, do zaopiniowania. Cała procedura zajmuje sporo czasu, mimo że Rada Ministrów przyjęła uchwałę nadającą szczególny tryb pracy nad projektami komisji sejmowej „Przyjazne Państwo”. Do tej pory ściągnięto z ubezpieczonych kierowców około trzystu milionów złotych tytułem tak zwanego „haraczu Religi” z ich składek. Pieniądze te trafiają do NFZ i tam giną, bo nie ma odpowiedniego systemu informatycznego, który by łączył Policję, ubezpieczenia i szpitale w celu ustalenia, kto jest ofiarą wypadku. Budowa takiego systemu kosztowałaby kolejne setki milionów złotych, czy ma sens utrzymywanie tego podatku, skoro uderzył on po kieszeni kierowców, a nie rozwiązał żadnego problemu? Od początku byłem i jestem przeciwny temu podatkowi. W Sejmie głosowaliśmy przeciwko i zamierzamy go znieść. W mojej ocenie i idea tego podatku jest zła. Praktyczna strona jego ściągalności oraz alokacji jest zła i bardzo kosztowna. Wprowadzono go pod szczytnym hasłem, zwłaszcza w kontekście ubogiego stanu służby zdrowia, ale co się dzieje z tymi pieniędzmi i ile kosztuje ich pobór, nikt nie wie. Właściwie trafiają one do jednego wspólnego wora i giną. Choćby z tego powodu należałoby ten podatek znieść. Czy zamierza Pan coś zrobić w tej sprawie? To są kompetencje nie Ministra Gospodarki, ale Ministra Finansów. W każdym razie szkoda pieniędzy, które ludziom wyciąga się z kieszeni, a ubezpieczyciele i tak cały obowiązek przerzucają na swoich klientów. Rząd powinien podjąć w tej sprawie ostateczną decyzję. Rozmawiał: Janusz Grobicki Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
|
Zapytaj >> Doradcę NOTUS
Leasing >> Gold Finance
Zamów on-line >> Kredyty
Porównaj >> CHF czy PLN
Oblicz >> Zdolność
Zainwestuj >> Fundusze
Ubezpiecz >> OC i AC
Czytaj >> E-prasa
Sprawdź >> BIK
Chroń karty >> Blokada.pl
Leasing >> Gold Finance
Zamów on-line >> Kredyty
Porównaj >> CHF czy PLN
Oblicz >> Zdolność
Zainwestuj >> Fundusze
Ubezpiecz >> OC i AC
Czytaj >> E-prasa
Sprawdź >> BIK
Chroń karty >> Blokada.pl
[2008-08-26 14:40:00]
Nie zawsze trzeba płacić notariuszowi
Kupując mieszkanie, możemy się starać o zwolnienie z opłat notarialnych, podobnie jak z kosztów sądowych. Niewiele osób korzysta z takiej okazji ... [Więcej...]
[2008-08-22 14:14:00]
Słabszy złoty podraża kredyty we frankach
Kolejny tydzień przyniósł stabilizację oprocentowania kredytów w złotych. Słabszy złoty sprawia, że obsługa kredytu we frankach jest nieco droższ... [Więcej...]
[2008-08-20 13:03:00]
\"Możliwe są obniżki stóp w 2009 roku\"
Podwyżki stóp procentowych są już mało prawdopodobne. Jeżeli inflacja będzie spadać, a jednocześnie dojdzie do spowolnienia gospodarczego, stopy ... [Więcej...]
Nie zawsze trzeba płacić notariuszowi
Kupując mieszkanie, możemy się starać o zwolnienie z opłat notarialnych, podobnie jak z kosztów sądowych. Niewiele osób korzysta z takiej okazji ... [Więcej...]
[2008-08-22 14:14:00]
Słabszy złoty podraża kredyty we frankach
Kolejny tydzień przyniósł stabilizację oprocentowania kredytów w złotych. Słabszy złoty sprawia, że obsługa kredytu we frankach jest nieco droższ... [Więcej...]
[2008-08-20 13:03:00]
\"Możliwe są obniżki stóp w 2009 roku\"
Podwyżki stóp procentowych są już mało prawdopodobne. Jeżeli inflacja będzie spadać, a jednocześnie dojdzie do spowolnienia gospodarczego, stopy ... [Więcej...]





OFERTA





